Atacama. Notatki z Chile.

Suchość w ustach, błękitne laguny i choroba wysokościowa – co łączy te trzy rzeczy? Atacama!

San Pedro de Atacama to chilijskie miasteczko na północy kraju, położone na wysokości 2400 m n.p.m. Miasto na środku pustyni przypomina scenerię filmu. Proste, parterowe domki zamieszkuje tylko 3 tysiące mieszkańców, co nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że oddycha się z trudem, a ceny są jak w Norwegii. Księżycowy krajobraz i błękitne laguny przyjechaliśmy zobaczyć po drodze z Chile do Boliwii, którą pokonywaliśmy w okresie świąt Bożego Narodzenia.

Atacama – najbardziej suche miejsce na Ziemi

Miasteczko to sto procent skoncentrowanej turystyki. Wszystko jest dla turystów, pod turystów i pełne turystów. Wielu turystów zaczepia się tu na dłużej i prowadzi agencje turystyczne organizujące wyjazdy na pustynię dla innych turystów. Jednocześnie cały ten Disneyland, co dziwne, okazał się bardzo uroczy: bary, restauracje, sklepiki z rękodziełem, kawiarnie, mały ryneczek i stary kolonialny kościół są naprawdę ładne. Obserwowanie upływającego powoli czasu pod cieniem drzew na głównym placu miasta pozwala zauważyć widoczne ślady hiszpańskiej obecności, np. w architekturze. Gliniane ściany budynków i dachy były dawniej pokrywane drewnem kaktusowym, co od pewnego czasu jest zabronione, bo wycinane wcześniej masowo kaktusy są pod ochroną.

Do tego imponujące słone laguny i gejzery wrzącej wody otoczone kręgosłupem kontynentu – Andami, trwającymi miliony lat. Druga najbardziej sucha pustynia świata to miejsce, w którym może upłynąć kilkaset lat między jednym, a drugim deszczem. Zachwycające krajobrazy nie z tej ziemi są często radykalnie różne. Północ Chile zachwyciła mnie swoją różnorodnością.

San Pedro wydaje się być jednym z miast zbudowanych po to, by zapierały dech w piersiach. W pustynnym miasteczku panują jednak surowe warunki, o czym przekonaliśmy się docierając do hostelu. Pokój w małym baraku bez łazienki kosztował tyle co, nie przesadzając, naprawdę dobry hotel (a cena 300 zł za noc i tak była jedną z tych najniższych), a warunki były… no cóż. Nie jesteśmy wymagającymi i wygodnymi turystami, chcemy wyłącznie ciepłej wody (albo jakiejkolwiek wody) i trochę ciepła w pokoju. Ale postanowiłam dla odmiany nie marudzić i cieszyć się wizytą na pustyni i powolną aklimatyzacją przed wizytą w Boliwii.

Atacama to także jedno z najsuchszych miejsc na świecie – w niektórych miejscach deszcz nie spadł od kilkudziesięciu lat (właściwie to odkąd prowadzone są pomiary). Miejsce nietknięte nigdy kropelką deszczu uczy cierpliwości. Gardło jest tak suche, że nieustannie chce się pić jak na potężnym kacu, usta pierzchną, a skóra zaczyna przypominać skorupę żółwia, niezależnie od ilości wypitej wody i wcieranego kremu. Dni są upalne, a noce naprawdę chłodne. Natychmiastowe przeziębienie daje nam się we znaki już po dwóch dniach, a przed nami przecież jeszcze wigilia.

Święta na pustyni – czy to dobry pomysł?

Takie rozważania zaprzątały nam głowy w zasadzie od początku podróży. Martwiłam się, no bo jak to – święta bez rodziny? Bez choinki? Bez prezentów? Po przyjeździe do San Pedro de Atacama w głowach mieliśmy już tylko piach i kurz i nie rozmyślaliśmy więcej na ten temat. No i przecież nie codziennie zdarza się możliwośc zobaczenia solnisk i lagun w najbardziej suchym miejscu na świecie.

Laguny, solniska, gejzery, dolina księżycowa i nocne rozgwieżdżone niebo – przez dwa dni zastanawiamy się, co wybrać?! Mamy dużo czasu, bo spędzamy na pustyni prawie tydzień – nie dlatego, że chcemy, ale akurat są święta Bożego Narodzenia i boimy się, że autobusy nie będą kursować, więc przezornie rezerwujemy nocleg do końca świąt.

Postanowione – najpierw jedziemy do Doliny Księżycowej. Suchy piasek wgryza nam się w nozdrza, a każda próba wzięcia głębszego oddechu kończy sie astmatycznym atakiem kaszlu. Przewodnik instruuje, gdzie wolno, gdzie nie wolno, a za jego plecami wszyscy z zadowoleniem robią sobie zdjęcia stojąc za tabliczką: „NO PASAR”. Razem z innymi zabawnymi turystami zastanawiamy się, jak ludzie 500 lat temu mogli zasiedlić tak nieprzyjazną ziemię. Dzisiejsi mieszkańcy San Pedro de Atacama to mieszanka rdzennej ludności (Atacameños) i przyjezdnych z innych części świata.

Dolina księżycowa to kanion, który zdaje się nie mieć końca. Zaskakujące kolory i faktury to część skalnych formacji układających się w rozmaite kształty. Oglądamy spektakularne rzeźby wykute przez naturę w warstwach skalnych dzięki setkom lat działania deszczu, soli i wiatru. Różne kolory skalnych rzeźb są wynikiem minerałów znajdujących się w budulcu. Przypominająca powierzchnię księżyca pustynia została uformowana dzięki aktywności wulkanicznej już miliony lat temu. Wypatrujemy zwierzątek, ale nie ma ani ich, ani mieszkańców – teren jest chyba jednym z najbardziej nieprzyjaznych zakątków na ziemi.

W ramach kolejnej wycieczki chcemy wybrać oglądanie nocnego nieba i gwiazd, ale okazuje się, że jest to niemożliwe tylko kilka razy w roku – gdy są chmury (co zdarza sie super rzadko) i gdy jest pełnia księżyca. Oczywiście akurat jest pełnia, więc odpuszczamy gwiazdy i stawiamy na całodniową wyprawę, by zobaczyć solniska i laguny Altiplánicas.

Solniska i laguny

W miarę jak wjeżdżamy na solnisko Salar de Atacama (rezerwat położony na wysokości 4200 m), ziemia staje się bardziej wyboista. Biała, popękana od soli powierzchnia zdaje się mówić nam, że nie jesteśmy tu mile widziani. Na przekór naturze jedziemy dalej. Na horyzoncie pojawia się laguna Chaxa. Dotarliśmy do miejsca, które jest domem dla aż trzech rodzajów ślicznych różowych i białych flamingów (andyjskie, chilijskie i James). Jedziemy na laguny Altiplanicas: Miñiques i Miscanti. Jeziora są położone w rezerwacie przyrody Reserva Nacional Los Flamencos, a w tle można podziwiać ogrom kompleksu wulkanicznego Miñiques (święta góra Indian). Droga do lagun, czyli najwyżej położonego punktu wycieczki, przebiega w miarę gładko. Jednak w miarę, jak docieramy do błękitnych jezior, czujemy skutki tej wysokości. Czasem busik zwalnia, bo brak mu powietrza, podobnie jak nam. Oddychamy ciężko, a po wyjściu z autobusu każdy krok jest jak marsz w kisielu. Laguny odsłaniają się nam powoli zza ciężkiego powietrza i zapiera nam dech w piersiach. Czujemy się jak na innej planecie. Imponujący wulkan w tle jest ostatnim, co zobaczymy, ponieważ jedna uczestniczka ma poważne objawy choroby wysokościowej, więc musimy wracać. My czujemy się nawet dobrze. Bajkowy krajobraz sprawia, że na chwilę zapominamy, że jesteśmy na wysokości prawie 4200 m n.p.m. Jedyne, co nam dolega, to delikatne pulsowanie w skroniach i ogromne zmęczenie, nieproporcjonalne do zrobionych kilometrów (a właściwie metrów).  

Ekstremalne warunki klimatyczne i jałowe krajobrazy powoli zaczynają blaknąć, gdy wracając zatrzymujemy się w wiosce Socaire. W miasteczku (zamieszkanym przez około 380 osób, a także wikunie, aplaki i lamy) oglądamy kościół (m.in. dlatego, że nie ma tam nic innego) – jasny budynek jest zbudowany z kompozytu adobe, czyli materiału który jest czymś w rodzaju cegły zmieszanej z gliną lub słomą, a także roślinne tarasy uprawne. Przed powrotem do San Pedro odwiedzamy jeszcze jedno miasteczko ważne dla kultur prekolumbijskich – Toconao. Przewodnik opowiada nam o szamanach  i niezwykłej kulturze Indian Aymara. Przodkowie tej dziwnej spolecznosci na boliwisko-peruwiańskim pograniczu inhalowali się bowiem pyłkiem z owoców drzew.

Dlaczego warto wybrać się na Salar de Atacama?

Spacerując po najbardziej suchym miejscu na Ziemi, oglądając najbardziej słone laguny i spacerując po ponad 4000 m. zdajemy sobie sprawę, jak niewiele w życiu widzieliśmy. Księżycowe krajobrazy i błękit jezior warto zobaczyć, będąc w Ameryce Południowej. Obserwujemy też spacerujące po solniskach śliczne różowe flamingi, jakich nie ma nigdzie indziej na świecie, i wyłapujemy wzrokiem przebiegające nam drogę puchate wikunie andyjskie (z których wełny robi się te mięciutkie swetry, sprzedawane później za tysiąć dolarów). Pocztówkowe widoki, spotykane lamy, lisy, kozy, a nawet struś (!) to tylko czubek tej góry – pustynia i solniska to must – see każdej wizyty w Chile.

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

DOJAZD: najwygodniej jest dolecieć do Calamy z Chile (loty zazwyczaj są bardzo tanie) i stamtąd dotrzeć do San Pedro busem (ok. 60 zł)

NOCLEG: bardzo drogie, najlepiej rezerwować wcześniej (bo wszystko cały rok jest super oblegane) i pogodzić się z warunkami, które nie będą adekwatne do wydanej kasy

CHOROBA WYSOKOŚCIOWA: na wysokości San Pedro de Atacama (ok. 2400 m n.p.m.) raczej nie da się jej dostać, ale można źle się czuć lecąc z zera od razu na 2400 m. Najlepsze, co można zrobić, to aklimatyzować się powolni, pić dużo wody i mieć przy sobie leki, bo różnice temperatur często powodują ból gardła, czy nawet przeziębienie

MUST-HAVE: okulary przeciwsłoneczne i krem z filtrem (słońce, nawet to słabe, mocno odbija się od słonej powierzchni)

JEDZENIE – knajpy nie są najlepsze. Na głównej ulicy miasteczka są same biura organizujące wycieczki i restauracje – w jednej z nich spędziliśmy wigilię. Jedzenie nie było złe, ale nie najtańsze. Najlepsze śniadanie jest we francuskiej kawiarence La Franchuteria – świeże bagietki i prawdziwe, chrupiące croissanty!

Masz ochotę na więcej chilijskiego klimatu? Zobacz, dlaczego warto odwiedzić Valparaiso!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close