Jezioro Titicaca – co zobaczyć? [krótki przewodnik]

Zapraszam was na wirtualną wycieczkę po okolicach najwyżej położonego jeziora na świecie. Oczywiście nie jest to kompletny przewodnik, jedynie kilka zupełnie subiektywnych informacji z pierwszej ręki, które mogą okazać się przydatne dla kogoś planującego podróż w te rejony. A jest ku temu wiele powodów!

Jak dojechać?

Opcje są dwie: autobus lub samolot. Zdecydowanie polecam autobus ze względu na chorobę wysokościową, której najprawdopodobniej dostanie większośc podróżujących samolotem prosto z Limy. Jezioro i okolice są położone na wysokości 3812 m n.p.m.

Gdzie się zatrzymać?

Główne dwie miejscowości nad jeziorem stanowiące bazy wypadowe do jego eksplorowania, to:

Puno (strona peruwiańska)

Nasz punkt wypadowy, z powodu bliskości wysp Uros i Taquile. Wahaliśmy się między Puno a Copacabaną, ale po pierwsze bilety i noclegi właśnie tutaj były tańsze, a po drugie Copacabana nie wydała nam się o wiele piękniejszym miejscem.

Puno jest zwyczajnym głośnym i brudnym miasteczkiem, pełnym ulicznych straganów i szwendających się psów, którego największą turystyczną atrakcją jest właśnie jezioro. Akwen jest tak wielki, że nie widać jego końca, a promienie słońca odbijają się w nim tworząc naprawdę niezwykłe wariacje kolorystyczne.

Copacabana (strona boliwijska)

Kurort dość podobny do Puno, ale stanowi idealną bazę wypadową dla chcących odwiedzić pobliską wyspę Isla del Sol (gdzie, zgodnie z legendami inkaskimi, narodziło się Słońce).

Co zobaczyć?

1. Pływające wyspy Uros

Jezioro Titicaca w Andach Środkowych to jeden z najpiękniejszych akwenów na Ziemi, a także najbardziej wyjątkowych. To tu, na pływających wyspach, żyją w odosobnieniu i z daleka od nowoczesnych zdobyczy cywilizacji, Indianie Uros. Według legendy ich przodkowie osiedlili się tu uciekając przed ekspansją Inków. Nie ma tu szkół, szpitali, sklepów, ani nawet elektryczności. Wysp, zbudowanych z totora (trzciny) jest około sto i są nie tylko zanurzone na stałe w wodzie, dzięki czemu lekko się kołyszą, unosząc na powierzchni, ale też systematycznie podbudowywane i uzupełniane. Warstwy nadbudowuje się od góry co kilka tygodni lub miesięcy w zależności od potrzeb, a co kilka lat trzeba się przenieść na nową wyspę. Mieszkańcy posługują się indiańskim językiem ajmara i poruszają charakterystycznymi kolorowymi łodziami.

My wybraliśmy się na wyjazd zorganizowany przez lokalnego przewodnika, ale do dziś zastanawiam się, czy to był dobry pomysł. Nie jestem fanką zorganizowanych wycieczek, nie dlatego, że uważam, że sama wszystko zorganizuję lepiej (dobra, to też), tylko nie lubię mieć narzuconego przez kogoś planu i rzeczy, które zobaczę. Ale w przypadku, kiedy grupa jest kameralna i ma w planie dokładnie to, co chcę odwiedzić, nie mam nic przeciwko temu.

Tutaj jednak miałam wrażenie, że to takie oglądanie zwierząt w zoo. Z drugiej strony, jeśli mieszkańcy na tym zarabiają to w ich sytuacji (bieda, słaba edukacja, brak wykształcenia) też chciałabym zarabiać na tym, że ktoś przyjeżdża zobaczyć gdzie i jak mieszkam, zwłaszcza jeśli odbiega to od standardowych rozwiązań. Mimo że odwiedzaliśmy wyspy bardzo małą grupą, mogliśmy porozmawiać z mieszkańcami i obie strony tej transakcji wydawały się szczerze zaciekawione, to wciąż mam mieszanie uczucia, bo zajechało disneylandem.

2. Taquile i Amantani

Zielone wyspy, tworzące dystrykt Amantani. W ładne dni można stąd zobaczyć Kordylierę boliwijską. Taquile jest dużo mniejsza (liczy ok. 3 tys. mieszkańcow i ma 9 km²). Na wyspie Taquile władzę sprawuje lokalny samorząd wybierany co roku. Funkcjonuje szkoła, nie ma natomiast sklepów, ani dentysty. Rządzący są wybierani raz w roku na placu, a głosowanie odbywa się poprzez podniesienie rąk. Mieszkańcy raz w tygodniu płyną do Puno na zakupy, a życie płynie tu bardzo powoli.

Co można robić na wyspie, na której nie ma ruchu samochodowego? Otóż możliwości jest wiele! Mieszkańcy zajmują się głównie hodowlą owiec, krów i uprawą 13 rodzajów komosy ryżowej i aż 400 rodzajów ziemniaków! Z zapachu rosnących wszędzie ziół przebija się intensywny rumianek. Nie da się tu wprawdzie uprawiać warzyw i owoców, ale na ich miejsce już dawno wskoczyły zboża, kukurydza, wspomniane ziemniaki i quinoa. Mięso owcy i lamy spożywa się tylko na specjalne okazje, tak samo wołowinę.

Co ciekawe, stroje kobiet i mężczyzn są jednocześnie wyznacznikiem ich miejsca w danej społeczności: pompony i spódnice w żywych, radosnych kolorach to kod mówiący „jestem wolna”, zaś czarne i ciemne elementy stroju, np. chusty i zniszczone, brudne, stare pompony przy szalu są noszone przez mężatki. Kawaler lub chłopiec założy biało-czerwony kapelusz, polityk czarny, podczas gdy cały czerwony będzie oznaczać mężczyznę zamężnego. Żonę politycznego lidera także obowiązuje określony strój – nosi się na biało-czarno. Kolorowe stroje są spadkiem po hiszpańskiej konkwiście, kiedy wyspa została kupiona od hiszpańskiej korony przez prywatnego właściciela – stąd tradycyjne ubrania przypominające kolorami corridę.

Starsi mieszkańcy wyspy posługują się wyłącznie językiem przodków, keczua, którym Inkowie zastąpili preinkaski język ajmara (do 1450 roku mówiono tu językiem ajmara, aż wjechali Inkowie i kazali podbitym posługiwać się keczua). Dzieci uczą się w szkole (jedynej publicznej na wyspie) języka hiszpańskiego, więc posługują się biegle dwoma.

Najprzyjemniejszy moment wycieczki to obiad. Jemy sycącą zupę z komosy ryżowej ze smażonym ciastem, a także przepyszną trucha frita. To smażony pstrąg, złowiony w wodach jeziora tuż pod naszymi stopami i podawany obowiązkowo z mate de coca, czyli herbatą z liści koki.

3. Isla del Sol

Trzy godziny łódką od Copacabany znajduje się niezwykła i najpopularniejsza chyba atrakcja Titicaca. Zamieszkana przez ok. 2 tys. mieszkańców wyspa obiecuje mnóstwo tras spacerowych, piękne, surowe widoki i bajkowe plaże.

4. miasteczka Copacabana i Puno

Mimo że nie one są tu gwoździem programu, to ciekawie jest je zobaczyć i poczuć klimat małego miasta otoczonego Andami na płaskowyżu Altiplano, i zobaczyć, jak płynie tam życie mieszkańców.

5. Inne ciekawe pomysły na zwiedzanie jeziora to wyprawa na jego wody w kajakach, a także odwiedzenie innych pływających wysp, np. Titinos (nie są tak turystyczne).

Czy warto odwiedzić turystyczną perłę Boliwii i Peru?

Odpowiedź brzmi: TAK! Trzy raz tak! Jezioro jest tak wielkie, że nie widać jego końca. Wciąż miałam nieodpartą ochotę wskoczyć do tej błyszczącej w słońcu, przezroczystej wody, ale niestety jest lodowata! (co nie dziwi na takiej wysokości). To idealne miejsce na zrelaksowanie się i odpoczynek, zwłaszcza po hałaśliwej Boliwii. Na wyspach nie ma samochodów, ani innych pojazdów mechanicznych. Można odetchnąć pełną piersią.

A może ktoś z was ma podobne odczucia? Lub zupełnie inaczej odebrał jezioro i jego atrakcje?

Miłego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close