Najfajniejsze miejsca w Rio de Janeiro [+praktyczny przewodnik]

Przedmieścia Rio nie nastrajają optymistycznie. Kontrasty miasta przywitały nas już u jego progu – nad dwupasmową drogą prowadzącą z lotniska do centrum pochylają się zniszczone, smutne baraki. Nie te znane z kolorowych zdjęć, turystyczne spacyfikowane fawele na zielonych wzgórzach, ale smutne slumsy ukrywające za fasadami skrajne ubóstwo. W mieście witają nas ciągnące się po horyzont dzielnice biedy, z których bije zapomnienie. Ku naszemu zdziwieniu za kilka kilometrów wjeżdżamy w zupełnie inny świat. Jesteśmy na tańczącej w słońcu wesołej Copacabanie, gdzie myśli o biedzie wydają się tylko odległym wspomnieniem, a wszystko oprócz zabawy nagle traci na znaczeniu. Oszołomieni niezwykłą różnorodnością lasów atlantyckich pijemy aromatyczną kawę i naśladujemy joie de vivre wszystkich cariocas, bo w tym momencie życie to tylko dwie rzeczy: plaża i zabawa!

Prawdziwi cariocas swoją przynależność i przywiązanie do miasta dumnie wyrażają tatuażami „Rio de Janeiro carioca” (częsty widok na męskim opalonym przedramieniu), a najlepiej odnajdują się w muzyce, sporcie, tańcu, zabawie i seksie. W Ciudad Maravillosa muzyka rozbrzmiewa wszędzie: w barach przy plaży, na skwerach na Lapie i z otwartych okien kolorowych domów. Mieszanka europejskich i afrykańskich rytmów, czyli samba i bossa nova, docierają do ucha z każdej strony.

Chciałam napisać, że to tętniące życiem miasto to perła w koronie najpiękniejszych miejsc na ziemi. Ale zdecydowanie nie jest jedną perłą z wielu – jest prawdziwą królową! Opadające leniwie na wzgórzach fawele i otoczone tropikalnymi lasami wieżowce wyglądają, jakby dziecko wetknęło kilka prostokątnych patyków w środek kałuży w lesie i czekało, aż się przewrócą. Nie wiem, jaki jest sekret brazylijskiego szczęśliwego życia, ale wiem, że chociaż większość z nich nie ma łatwo, to bije z nich najczystsza radość i witalność, których absolutnym ukoronowaniem jest karnawał – ekplozja brazylijskości, esencja zabawy i radości w Cudownym Mieście.
Chciałabym wam pokazać najfajniejsze miejsca w mieście, i chociaż Ciudad Maravillosa ma do zaoferowania o wiele więcej, to ten mini przewodnik może was poprowadzić przez miejsca, które trzeba zobaczyć, żeby poczuć klimat i duszę niezwykłego miasta. W drugiej części wpisu zamieściłam kilka praktycznych porad, które mogą pomóc zwłaszcza tym, którzy odwiedzają Rio po raz pierwszy.

Czego nie można pominąć będąc w stolicy zabawy, caipirinhi i samby?

Copacabana

Podziwianie dzieła sztuki, jakim jest to miasto, koniecznie trzeba zacząć od najbardziej znanej i tętniącej życiem plaży świata, a tym samym od obowiązkowego punktu każdej wizyty w Rio. Stojąc przy Avenida Atlantica odwracając głowę w lewo zobaczycie mieniące się w słońcu wagoniki na Górze Cukru, a w prawo – zielone Wzgórze Dwóch Braci, na którego zboczu rozciąga się fawela Vidigal. Na legendarnej Copacabanie zwykle plażują cariocas, ale jest też sporo turystów i panuje większy luz i swoboda, niż na Ipanemie i Leblon, gdzie jest drożej i bardziej szykownie. Najlepiej spędzić tu błogo i beztrosko czas, wylegując się w słońcu i pijąc wodę ze świeżego kokosa, którą sprzedają tu na każdym kroku (koszt ok. 4-5 zł). Uwaga: opalanie topless jest prawnie zabronione, można dostać mandat!

Zachód słońca na Praia do Arpoador

Zachód słońca na Praia do Arpoador – skałkach między imprezową Copacabaną, a prześliczną Ipanemą. Kupcie drinka od sprzedawcy plażowego, usiądźcie wygodnie na skałach wyłaniających się z morza i zanurzcie się w magicznej chwili. Wieczory na plaży są romantyczne i na pewno warte zachodu, ale trzeba uważać na łepków, którzy chętnie ukradną wam telefony (chętnie też użyją w tym celu noża). Najlepiej nie siedzieć samemu na plaży późno w nocy, a jeśli już, to w miejscach, gdzie jest więcej ludzi.

dzielnice Santa Teresa i Lapa

To tu bije serce miasta. Santa Teresa to stara dzielnica kolonialna pełna dziewiętnastowiecznych rezydencji, a obie położone obok siebie części miasta mają niepowtarzalny klimat dzięki zamieszkującej je bohemie artystycznej. Najlepiej spacer zacząć od wąskich stromych uliczek Santa Teresy pełnych kolorowych domków – budynki tworzą tu żywe muzeum architektury kolonialnej! Zdecydowanie warto zobaczyć Parque das Ruinas – dawny dom Laurindy Santos, brazylijskiej mecenas sztuki z XIX wieku, w willi której spotykała się cała śmietanka towarzyska ówczesnego miasta. Wejście do ruin jest darmowe, a w ładną pogodę można podziwiać panoramę całego miasta. Kolejnym punktem obowiązkowym jest przejazd słynnym żółtym tramwajem, który przejeżdża przez akwedukt Carioca i pozwala podczas jazdy zobaczyć całą malowniczą dzielnicę. Po wykolejeniu i wypadku w 2011 roku tramwaj przez kilka lat nie jeździł, ale po ulepszeniu i renowacji znowu stanowi główną atrakcję turystyczną dzielnicy. Po zejściu słynnymi kolorowymi schodami Escadaria Selaron pod wiadukt i na słynną imprezową Lapę najlepiej przejść uliczkami aż do placu Pedra do Sal i tam poszukać ochłody w cieniu parasola jednego z barów popijając zimne lokalne piwo lub caipirinhę ze świeżą marakują (którą robią też miejscowi sprzedawcy – około 5 zł za wielki kubek słodkiej caipirinhi). Jeśli dopisze wam szczęście, możecie załapać się na uliczną imprezę i tańczyć sambę przy akompaniamencie radosnych mieszkańców i lokalnych instrumentów. Jeśli dźwięki bębnów was zmęczą to należy udać się do hotelu, bo w tej dzielnicy zza każdego rogu dobiega do uszu samba i forro, wszystkie bary pulsują muzyką, a ludzie wylegają z nich, żeby tańczyć pod gołym niebem. Tu ulica bawi się najlepiej.

Dziewiętnastowieczne wille Santa Teresy są w dużym stopniu zniszczone i zaniedbane, ale mimo to dzielnica przeżywa prawdziwy renesans. Miłym zaskoczeniem był zupełny brak sklepików z pamiątkami – zamiast tego są małe sklepy prowadzone przez właścicieli (głównie właścicielki) z przepięknym rękodziełem – można kupić boho sukienki, skórzane i wiklinowe torebki, ręcznie robioną biżuterię z motywami afrykańskimi. Oprócz bycia centrum imprezowo – tanecznym, w obu tych dzielnicach czuć klimat bohemy artystycznej i dawnego miasta.

Wzgórze Morro Dois Irmaos

Wzgórze Morro Dois Irmaos (dwóch braci) nad fawelą Vidigal to bajeczna góra pomiędzy Leblon (najbardziej elegancką i najdroższą plażą), a fawelą Rochina (jedną z najbiedniejszych dzielnic Rio) i jednocześnie najlepszy punkt widokowy miasta, zdecydowanie warty godzinnej wspinaczki przez gęsty las. Żeby zobaczyć najpiękniejszą i najmniej turystyczną panoramę miasta należy najpierw dojechać autobusem do przystanku Vidigal. To cicha i spokojna fawela, i już od bardzo dawna nie ma tutaj filmowych starć z policją, należy jednak uważać i nawet z czystej przyzwoitości nie świecić najnowszym iphonem i złotą biżuterią. Stamtąd są trzy opcje wyjazdu do góry dzielnicy: 
1. wyjazd z którymś z panów na motorach, którzy zarabiają na podwózce turystów;
2. wyjazd mini-busikiem z miejscowymi;
3. wyjazd z oficjalnym przewodnikiem-mieszkańcem.
Gdy już jesteście na górze, w wąskich uliczkach samemu łatwo jest zabłądzić, ale dzieciaki około 12-13 lat chętnie za niewielką opłatą zaprowadzą was prawie na sam szczyt góry. Ważne, by nie traktować faweli jako atrakcji, zoo, lub disneylandu biedy i nie robić zdjęć mieszkańcom. Można kupić coś w lokalnym barze (podobno świetny widok jest z baru Alto Vidigal, niestety nie zdążyliśmy tam zajrzeć tym razem!), zapłacić młodym i w ten sposób wesprzeć lokalną społeczność i pomóc konkretnej osobie. Nie należy też zakładać drogiej biżuterii i świecić najnowszym telefonem – nawet jeśli nikt was nie okradnie, to zwyczajnie po ludzku przykre jest obnoszenie się z bogactwem wśród ludzi, którzy nie mają nic. Z samej góry rozciąga się przepiękny widok na całe miasto i ocean.

Fawela Santa Marta

Wycieczka dla odważniejszych (brakuje policji i nie jest aż tak przyjemnie, jak na wzgórzu nad Vidigal) To tutaj M. Jackson kręcił fragmenty swojego teledysku do They Don’t Care About Us, w związku z czym do dziś pozostały tam kolorowe murale i podobizna samego artysty. Pamiątką po tym zrywie popularnościowym są kolorowe domy pomalowane przed kilku laty przez miejscowych aktywistów. Tęczowe domki są niestety tylko wycinkiem surowej, szarej rzeczywistości dzielnicy biedy. Można wyjść dla pięknego widoku miasta, jaki roztacza się z samej góry (nas oprowadził miły mieszkaniec dzielnicy i pokazał najfajniejsze miejsca). Zdecydowanie warto!

Centrum

Warto poświęcić jedną lub dwie godziny na spacer po ulicach centrum miasta i zobaczyć Theatro Municipal (teatr miejski), Plac 11 Listopada i ciekawy budynek Muzeum Jutra (Museu do Amanha). Poza tymi miejscami samo centrum miasta jest dość młode i nie robi dużego wrażenia.

Szkoła Sztuk Wizualnych Parque Lage

W przeciwieństwie do centrum miasta, ogromne wrażenie na wszystkich odwiedzających robi piękny zabytkowy budynek prestiżowej Szkoły Sztuk Wizualnych Parque Lage (Escola de Artes Visuais do Parque Lage) w niewielkim parku położonym tuż obok ogrodu botanicznego – zielonej dżungli w samym sercu metropolii. Patrząc na Akademię z przodu można dostrzec wyrastającego na skale Jezusa, który góruje nad parkiem na zamglonej skale i usiąść w znajdującej się tam kawiarni. Ten nieziemski widok uzupełniają wesołe małpki (marmozety) biegające wolno wokół odwiedzających. Wychodząc z tej mini-dżungli warto zajrzeć do ogrodu botanicznego (wstęp ok. 15zł).

Góra Cukru

Pão de Açúcar, czyli kolejka linowa na wzgórze o tej samej nazwie to obowiązkowy punkt pierwszej wizyty w mieście. Niewielkie wagoniki zabierają turystów na charakterystyczną górę od 1913 roku. Koszt to 99 zł (110 jeśli nie płacicie w automacie, tylko w kasie) – trzy lata temu podczas naszej pierwszej wizyty było o wiele taniej, kolejka kosztowała wtedy jakieś 70 zł. Warto w ładny dzień wybrać się na zachód słońca, bo widok na drapacze chmur wciśnięte w gęsty las robi oszałamiające wrażenie. Można wybrać też trasę wspinaczkową (jest ich bardzo dużo). Zdecydowanie o wiele bardziej wartościowa atrakcja (w ładną pogodę w stu procentach warta swojej ceny), w przeciwieństwie do Jezusa, na którego nie warto wyjeżdżać z powodu dzikich tłumów przeciskających się i walczących łokciami o jak najlepsze zdjęcie (można wyjść na nogach, ale to też opcja dla miłośników wspinaczki). Na Górze Cukru w przeciwieństwie do Jezusa na Górze Corcovado nie ma dzikich tłumów (nawet w sezonie!), dzięki czemu nie traci się przyjemności z podziwiania porośniętych bujną roślinnością szczytów i kołyszących się w zatoce łódek.

Jezioro Lagoa Rodrigo de Freitas

Rozciągająca się między Ipanemą a ogrodem botanicznym laguna najpiękniej wygląda o zachodzie słońca, kiedy odbicia wieżowców mienią się na złoto w tafli czystej wody.

Miejsca, których jeszcze nie zdążyłam odwiedzić, ale zrobię to (i opiszę!) następnym razem:

Barra – turystyczna, ale piękna i zielona dzielnica spory kawałek od centrum

Bar 180 Alto Vidigal – na wzgórzu w dzielnicy Vidigal ze wspaniałym widokiem

Confeitaria Colombo–  kawiarnia działająca w Rio od 1894, niemy świadek dawnej belle epoque i luksusowego życia. Marzy mi się kawa w jej przepięknym wnętrzu

Plaża Botafogo – niezwykła plaża nad zatoką Botafogo odgrodzona od oceanu półwyspem, z którego na plażowiczów zerka monumentalna Głowa Cukru

Kilka przydatnych informacji praktycznych

Noclegi

Najlepszą opcją (budżetową) jest Airbnb – można wynająć piękne mieszkanie przy samej Copacabanie lub na Santa Teresie za połowę ceny pokoju w hotelu. Jeśli ktoś podróżuje sam lub z plecakiem to Rio jest pełne świetnych hosteli, gdzie można poznać ludzi z całego świata. Na Santa Teresie i przy Copie, gdzie spaliśmy na Airbnb (na Santa Teresie w przepięknym mieszkaniu!) nie jest drogo, natomiast na Ipanemie lub przy Leblon nieco drożej i bardziej szykownie (ale nie aż tak jak w Copacabana Palace!)  

Komunikacja

My poruszaliśmy się praktycznie wszędzie Uberem, bo jest śmiesznie tani (o wiele tańszy niż w Polsce – przejazd 5-10 km to często 10-15 zł jeśli nie ma akurat wyższych cen), poza tym autobusy i metro są dobrze oznakowane i też łatwo się nimi poruszać. Przejazd metrem lub autobusem to ok. 4 zł, a więc czasem bardziej opłacało nam się wziąć Ubera niż jechać autobusem! Jeśli jednak chcecie poczuć się jak miejscowi, kartę do metra można kupić w automacie na każdej stacji i doładować.

Karta SIM i Internet

Kupienie karty SIM to dobry pomysł, jeśli ktoś zostaje w mieście na minimum tydzień. Kartę z brazylijskim numerem telefonu można kupić w salonie sieci za 10 zł (np. Oi) – by to zrobić należy mieć przy sobie paszport. Kartę możecie doładować … w aptece. Po doładowaniu za 20 reali (ok. 20 zł) dostaniecie 2GB Internetu mobilnego. Wifi w Brazylii w większości miast, w tym w Rio, działa wszędzie – w sklepach, knajpach, kawiarniach i hostelach.

Bezpieczeństwo, czyli jak nie dać się okraść?

Brazylia już od wielu lat uchodzi za dosyć niebezpieczny kraj, ale nie dajmy się zwariować – w większości dużych, turystycznych miast, jak Nowy Jork, Barcelona, Londyn, czy Paryż, trzeba uważać w metrze i nie kusić kieszonkowców. Przy zachowaniu minimum zdrowego rozsądku i ostrożności (nie polecam na przykład po kilku caipirinhach siedzieć w nocy na pustej plaży) powinniście uniknąć zagrożeń. Oczywiście warto mieć ubezpieczenie, które pokrywa straty w przypadku kradzieży lub rabunku. W ciemnych uliczkach dobrze też schować telefon i kartę/pieniądze do saszetki pod ubraniem lub do kieszeni.

Ceny

Rio de Janeiro jest stosunkowo drogie. Ceny są porównywalne do tych w Polsce, w miejscach turystycznych jest oczywiście drożej. Zdarza się, że jedzenie w knajpach jest tańsze niż to w sklepie spożywczym. Zdecydowanie drogie są produkty importowane z innych krajów (paczka malin 30 zł, czekolada Milka 20 zł), ale świeże owoce brazylijskie są pyszne, słodkie i nie takie drogie! Można spotkać sklepy z ciuchami boho, ręcznie robionymi torebkami i skórzanymi dodatkami, w których ceny są porównywalne do tych w Polsce, a rzeczy są piękne, oryginalne i nietuzinkowe. Śliczne sukienki z motywami afrykańskimi, bransoletki z muszelkami i plecione torby w kwiaty to tylko niektóre cuda, jakie możecie upolować w sklepach przy Copacabanie, Ipanemie lub na Santa Teresie. W butikach ceny są nieco wyższe niż na bazarkach, ale można znaleźć prawdziwe perełki. Jeśli udacie się spacerkiem od Copacabany w stronę Ipanemy wzdłuż plaży znajdziecie ulicznych sprzedawców wystawiających swoje rękodzieło -najpiękniejsze bransoletki, naszyjniki i torebki! Uwaga: dolary można wymienić tylko w kilku kantorach przy Copacabanie. Revolut działa wszędzie pod warunkiem, że macie kartę Mastercard – Visę odrzucało wielokrotnie w sklepach, gdzie Mastercard przechodził. Uwaga też na bankomaty, bo w niektórych (nawet pomimo używania karty Revolut) jest pobierana wysoka prowizja od wypłaty, niezależna od kwoty: 24 zł. Kartą można płacić w większości miejsc, zazwyczaj też na ulicznych straganach. Ciekawostką jest też to, że kilka lat temu wycofano z obiegu monety o nominale 1 centa, dlatego dziś możecie zdziwić się, gdy sprzedawca zamiast 2 lub 3 centów wyda wam… 0.

Jedzenie

Brazylijska kuchnia nie należy do moich ulubionych, ale nadrabia świeżymi owocami i sokami, bułeczkami smażonymi na głębokim tłuszczu i wodą ze świeżego orzecha kokosowego sprzedawaną na plaży i na ulicach miasta. Kuchnia brazylijska opiera się na ryżu i fasoli, które podaje się niemal do każdego dania i na mięsie, które jest absolutnie we wszystkim i wszędzie. Brazylijczycy kochają mięso w każdej postaci. O ile w innych regionach Brazylii, np. w Salvadorze, kuchnia jest dosyć oryginalna, jednolita i charakterystyczna, o tyle smak Rio jest melanżem wszystkiego, co kiedykolwiek tu wymyślono i przywieziono. Na pewno warto spróbować feijoady, czyli gulaszu z mięsa, kiełbasy, fasoli, manioku, warzyw i wszystkiego, na co akurat ochotę miał kucharz, a także churrasco, czyli mięsa z rusztu. Na ulicach są tysiące barów, straganów i stoisk, gdzie można wypić suco – czyli sok ze świeżo wyciskanych owoców, na ulicznych stoiskach i w małych kawiarniach można też kupić słodkie bułeczki z serem lub szynką i kuleczki z nadzieniem (bolinhos) – zwykle mięsnym. Smażone na głębokim tłuszczu kulki z nadzieniem i soki można kupić wszędzie, dlatego nie podaję adresów, ponieważ było ich zbyt wiele. Na każdej ulicy w każdej dzielnicy znajdziecie miliony kawiarenek serwujących jedzenie. Polecam też pójść na obiad do restauracji z jedzeniem na kilogramy (np. KiloMania), gdzie jest świeżo, smacznie i stołują się sami lokalsi. Warto też spróbować mrożonego acai, gravioli i oryginalnych smaków lodów – np. acai, tapioki lub serowych. Owoce morza w Rio są pyszne, ale dosyć drogie (w przeciwieństwie do Salvadoru, gdzie ogroooomny talerz świeżych krewetek na czosnku można dostać za 30 zł). Nawet jeśli ktoś nie je mięsa, ani nie przepada za kilogramami węglowodanów (tutaj tradycyjnie do każdego posiłku dostaje się ryż, frytki i często też ziemniaki) to na pewno znajdzie w świeżej i soczystej kuchni Rio coś dla siebie.

Dajcie znać, czy byliście w Rio, czy może jest ono na waszej liście marzeń? 🙂  

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close