Tydzień na Sycylii – przewodnik kulturalno – kulinarny

Język, starożytne amfiteatry, przepięknie zdobiona kolorowa ceramika, barokowy przepych kościołów, no i przede wszystkim: kuchnia. Już pierwszego dnia pokochałam każdy centymetr tej niezwykłej wyspy. Poza niebywałym zmysłem kulinarnym Sycylijczycy mają też (a może dzięki temu?) poczucie narodowej dumy – kochają swoją kuchnię i historię, a z tradycji są niezwykle dumni, ale nie bezkrytyczni. I choć jeszcze 70 lat temu Sycylia była okrutnie i boleśnie bombardowana przez wojska alianckie, a zaledwie kilka lat później opanowana przez krwawe porachunki mafijne, to dziś w niczym nie przypomina tamtej smutnej, zniszczonej wojną i biedą wyspy.

Przygotowalam dla was dość obszerny przewodnik o tym, co warto zobaczyć i czego spróbować będąc na Sycylii przez tydzień. Jest też wiele miejsc, na które zabrakło mi czasu, a do których obiecałam sobie kiedyś powrócić, bo jestem oczarowana tym, jak widzą je inni. Linki na końcu wpisu. Zapraszam do czytania!

Kiedy odwiedzić Sycylię i jak się tam dostać?

Najlepszym okresem, by odwiedzić wyspę, jest późna wiosna lub wczesne lato, choć uważam, że tak naprawdę w naszym dorosłym życiu najlepszym okresem na podróż jest ten, kiedy akurat udaje nam się wyszarpać kilka dni wolnego. Ja wybrałam przełom maja i czerwca, dzięki czemu udało mi się ominąć tłumy, choć turystów było juz o tej porze niemało. Temperatura nie daje się aż tak we znaki, jak w szczycie sezonu, kiedy upały mogą co wrażliwszych skutecznie zniechęcić do spacerowania. Z Polski można się tam dość łatwo dostać tanimi liniami zarówno na wschód (do Katanii), jak i na zachodnią stronę wyspy – do Palermo.

Katania

Internet skutecznie ostudził mój zapał kilka dni przed wylotem. Większość źródeł (czytaj: blogów i magazynów podróżniczych) uznawało je za nudny przystanek na drodze do Palermo lub Syrakuz. Chcę wam jednak pokazać, że Katania nie tylko niepotrzebnie zabiera miejsce na mapie takim perełkom jak Taormina, ale że jest fantastycznym, klimatycznym, najprawdziwszym kawałkiem sycylijskiej tkanki. Chciałam napisać o zdziwieniu, jakie towarzyszyło odkrywaniu tej ukrytej perełki – ale to przecież prawdziwa Perła, która lśni odważnie w każdym zakątku miejskiej dżungli i o każdej porze dnia.

Będąc w Katanii pierwszym miejscem, które TRZEBA odwiedzić jest targ rybny. Targowisko La Pescheria to prawdziwa sycylijska kulinarna fiesta znana z pysznych filmów! Zapachy może i są dla koneserów rybnych smaków, ale gwarancja przeżycia lokalnego przedpołudnia na miejscowym targowisku rekompensuje wszystko. Jest głośno, śmierdząco, brudno i tłoczno, ale to pierwsze miejsce, w które powinniście skierować swoje zmęczone podróżą stopy. Trzeba spróbować świeżych ryb i owoców morza w lokalnych barach przytulonych do tego niewielkiego ulicznego targowiska. W knajpach podają tu głównie to, co udało się kupić rano od rybaków i handlarzy na straganie. W powietrzu unosi się gryzący zapach ryb i słonej wody, a przez ekstremalnie wąskie uliczki pędzą na poobijanych skuterach mieszkańcy. Zadzieram głowę do góry i próbuję dostrzec skrawek nieba, ale zasłaniają je kilogramy świeżego prania, na stałe wpisane we włoski krajobraz. Ulice i mikro-placyki pełne są barów z jednym lub dwoma stolikami, podających świeże pysznosci. Nastrój tego miejsca jest fantastyczny, a jedzenie jeszcze lepsze. Na smażone rybki i owoce morza udajcie się do knajpki Sriroco sicilian fish lab, ale nie ma większego znaczenia co wybierzecie, bo każde tutejsze miejsce jest obietnicą doskonałego posiłku.

Za rogiem targowiska znajduje sie Piazza Duomo, gdzie nad kawiarniami góruje ogromna barokowa katedra św. Agaty. Na środku placu wzrok przykuwa oryginalna fontanna przedstawiająca słonia, z której powstaniem, podobnie jak z całym miastem, zwiaąanych jest wiele sycylijskich legend. Przy ulicy przylegającej do placu, znajduje się opactwo Chiesa della Badia di Sant’Agata, z którego tarasu oczy turystów cieszy niezwykły widok na miasto, dachy okolicznych domów i wulkan. Po wyjściu na taras widokowy tyloma schodami z pewnoscią zaslużyliście na canolo. Te zaserwuje wam jedna z najstarszych kawiarni w miescie, Cafe Prestipino. W zabytkowych wnętrzach można spróbować najbardziej znanych cannollo z ricottą, pistacjami, migdałami lub czekoladą, a także charakterystycznej granity i lukrowanych ciastek Cassatella di Sant’Agata, zwanych tez Minne di Sant’Agata (cycek św. Agaty, czyli lukrowany biszkopt, owcza ricotta, czekolada i kandyzowana wisienka), których powstanie jest związane z historią męczeństwa patronki Katanii. Włoskie desery (ale też wytrawne dania) to przede wszystkim ricotta, migdały i pistacje, ale też owoce morza i sporo warzyw. Nie przeżył kulinarnych uniesień nikt, kto choć raz nie spróbował pesto pistacjowego i cannolo z ricottą. Ponadto, jednym z najbardziej popularnych dań w Katanii jest pasta alla norma, czyli spaghetti z bakłażanem i pomidorami, nazywane tez spaghetti catanese, by podkreślić lokalność i pochodzenie potrawy.

Na leniwy odpoczynek po słodkiej uczcie (bo dlaczego nie?) można udać się do położonych niedaleko ogrodów Belliniego. Obok też znajdują się, niemal przytulone do siebie, dwie popularne i stare jak świat cukiernie – Savia i Spinella. Z ogrodów, które w istocie są małym parkiem, można podziwiać znajdujący sie nieopodal szczyt wulkanu.

Ładne miejsca czyhają tu w zasadzie wszędzie. Zdecydowanie polecam przespacerowanie się do ruin amfiteatru (Amfiteatro romano di Catania znajduje się na tym samym placu, co Chiesa di San Biagio). Warto zobaczyć też Teatro Massimo Bellini na uroczym placu z fontanną, czy ruchliwą Via Etnea ze sklepami wiodącą aż do samego wulkanu. Warto przespacerować się wzdłuż via Crocifieri – przepieknej barokowej uliczki oraz odwiedzić znajdujący się w okolicy kościół św. Mikołaja i przylegający do niego Klasztor Benedyktynów (dziś mieszczący uniwersytet z przepięknym dziedzińcem). Wieczory w Katanii też mogą być wypełnione atrakcjami: z licznych placyków z kawiarniami i otwartych do późna barów polecam zwłaszcza bar Razmataz, gdzie menu zmienia się 2 razy dziennie, w zależności od tego, co kucharz akurat ma do dyspozycji. Na tym małym skwerku, podobnie zresztą jak na wielu innych, za niewielką kwotę zjecie smaczne sycylijskie tapas, jak mortadela czy gnocco frito (smażony chlebek).

Warto też wybrać się choć raz na tradycyjne sycylijskie śniadanie, na widok którego dietetykom włosy stają dęba. Składa się na nie chrupiące canolo nadziewane puszystą ricottą, granita pistacjowa lub czekoladowa, brioche lub rogalik z zewnątrz udający croissanta (ale będący w rzeczywistości puchatą drożdżówką zwaną tu pezzo di colazione) i nieśmiertelne włoskie espresso. To klasycznie śniadanie jest podawane nierzadko do popołudnia w wielu małych kawiarenkach na ulicy.

Palermo

Tętniące życiem Palermo, jego rozedrgane ulice, wszechobecny hałas, ścisk i ciasnota przenoszą nas w inny wymiar. Wydaje się, że to epicentrum życia całej wyspy.
Będac w tym szalonym mieście nie możecie naturalnie pominąć jego największej atrakcji: wyjścia na dach majestatycznego gmachu katedry przy Via Vittorio Emanuele. Za 4 euro dostajemy wspaniały pocztówkowy widok na zabytkowe kamienice i dachy kosciołów na starym mieście. Kilka kroków dalej znajduje się śliczny kawałek zieleni nazywany parkiem Bonnano, nad którym góruje willa Normanów. Zainteresowani historią i wystrojem wnętrz mogą zwiedzić ją w środku. Warto udać się na niezwykłe skrzyżowanie Quattro Canti, łączące cztery główne ulice miasta. Zadzierając głowy do góry można dostrzec cztery identycznie zbudowane barokowe kamienice ozdobione rzeźbami przedstawiającymi różne postaci: na najniższym poziomie są to personifikacje pór roku, nieco wyżej czterech hiszpańskich królów Sycylii, na najwyższym zaś rzeźby przedstawiają święte patronki miasta. Pałace powstały w siedemnastym wieku i do dziś robią ogromne wrażenie na spacerujących.

Wszystkie przewodniki i blogi polecaja targi w kolejnosci: 1. targ Balloro 2. targ Vuccirii. Mi jednak zdecydowanie bardziej do gustu (i smaku!) przypadł ten drugi. W dzień warto zatrzymać się na targowisku Vuccirii na małą przekąskę, chociaż wybór jest ciężki, bo każda witryna i każdy stragan kusi zapachem gorących arancini nadziewanych prosciutto czy ragu, a także kwaśno-słodkim zapachem świeżych czerwonych pomarańczy, których kilogramy pachną słodko i staczają się na ulicę z przepełnionych stołów. Wieczorami targ przeobraża się w wielką fiestę, podobną do tych na ulicach Lapy w Rio de Janeiro. Ludzie tłumnie drinkują na ulicach, ich głośne masy wylewają się przez drzwi i okna barów na chodniki, a cały plac rozbrzmiewa śmiechem i wesołą lokalno-turystyczną substancją ludzką. Na każdym z targów na mięsożerców czeka tradycyjny miejscowy przysmak: pane con la milza, czyli bułka ze śledzioną i płucami, podawana z ricottą i lokalnym serem caciocavallo. Będąc w Palermo nie możecie też nie spróbować panelle, czyli popularnych tu placuszków z ciecierzycy, smażonych na głębokim tłuszczu i cassatelle di ricotta, czyli smażonych pierożków z nadzieniem z ricotty.

Wracając do centrum powinniście koniecznie wstąpić na szybkie włoskie espresso do popularnej i zwykle zatłoczonej cukierni Pasticheria Spinnato, która karmi mieszkanców i przyjezdnych już od 1860 roku.

Dla żądnych mocniejszych wrażeń Palermo ma do zaoferowania zwiedzanie katakumb w konwencie Kapucynów, gdzie w podziemiach klasztoru można zobaczyż zabalsamowane ciała, wciąż ubrane w stuletnie (i starsze!) ciuchy, z włosami na głowie i przyprawiające o ciarki. Grobowiec istnieje od szestastego wieku i chociaż początkowo chowano tam tylko duchownych z klasztoru, z czasem zaczęto traktować podziemia klasztoru jako grób dla przedstawicieli różnych grup społecznych – są zatem niedoszłe panny młode i kilkuletnie dzieci. Polecam dotarcie do tej dość ponurej atrakcji pieszo – to pozwoli wam zobaczyć kawałek nieco mniej turystycznego Palermo. Wracając warto przejść przez lokalny uliczny targ przy Via Beati Paoli, gdzie oprócz zrobienia zakupów spożywczych, można zjeść przepyszne marynowane karczochy, funghi ripieni, czyli nadziewane pomidorami ogromne pieczarki, czy takie klasyki jak pieczone bakłażany i arancini.

Inne ciekawe miejsca w Palermo to m.in. bardzo fotogeniczny biały placyk z fontanną Pretoria. Przy tym samym placu można obejrzeć miasto z kościoła św. Katarzyny, czy wystawę w Palazzo Bonocore. Wystawa przedstawiająca projekty maszyn i rysunki Leonarda da Vinci potrwa do 29 września.

Coś, co szczególnie chciałabym wam polecić, jeśli lubicie stare, klimatyczne kamienice pełne tajemnic i zapomnianych historii, to nocleg w miejscu, na które trafiłam zupełnym przypadkiem. Bed & breakfast, prowadzony przez artystyczne małżeństwo w wielkim domu będącym w ich rodzinie od setek lat i mieszczącym dawniej klasztor, to spełnienie marzeń każdego miłośnika pięknych wnętrz. Stare meble, ogromne przestrzenie pełne zakręcanych korytarzy, a do tego przecudowna gospodyni, częstujaca nas rano świeżo upieczonym ciastem i dbająca o gości, jak prawdziwa włoska mama!

Syrakuzy

Syrakuzy to dawna grecka kolonia i centrum greckiej kultury antycznej, co do dziś wyraźnie widać w architekturze i ogólnym klimacie miasta, które różni się chyba we wszystkim od barokowego Noto czy arabsko-normańskiego Palermo. Dziś miasto jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO i jednym z piękniejszych zachowanych świadectw dawnych epok.

Warto zatrzymać się na popularnej małej wysepce. Ortygia, mimo że jest najbardziej turystycznym punktem miasta, urzeka rzędami białych kamienic upchniętymi w ciasnych uliczkach i kołyszącymi się na wodzie łódkami, które mijamy przy przekraczaniu mostu. Wyspa ma zaledwie półtora km długości i ponad pół szerokości, więc można zwiedzać ją pieszo, zatrzymując się koniecznie przy kilku punktach. Pierwszym punktem obowiązkowym niech będzie słynny na wyspie targ uliczny i kanapki Caseificio Borderi, których nam tym razem nie udało się zjeść – sprzedawca pełnym rozczarowania głosem oznajmił, że po kilku godzinach pracy skończył mu się chleb! (co tylko niestety potwierdza, jak wspaniałe muszą być to kanapki). Nie można pominąć też ruin doryckiej świątyni Apollina, której powstanie datuje się na VI wiek p.n.e., co czyni ją najstarszą dorycką świątynią na wyspie. Będąc na wysepce warto też zerknąć na śliczny rynek, czyli Piazza del Duomo i wyrastającą na nim katedrę (z kolumnami po dawnej grekiej świątyni Ateny), a także Źródło Arteuzy. Scenę przemiany nimfy Arteuzy w słodkie źródło można zobaczyć na własne oczy, udając się na Piazza Archimede. Niezwykła fontanna Diany na środku placu przedstawia piękną mityczną scenę, w której Diana (odpowiednik greckiej Artemidy) przemienia Arteuzę w źródło, by ochronić ją przed podrywającym ją nieudolnie Alfejosem. Cóż, nie do końca się udało, bo bóg rzeki wykorzystał zamienioną w źródło nimfę i… (tu dobrze znana z mitologicznych historii niewidoczna granica między romantyzmem a zwykłym creepy prześladowaniem) zmieszał się z jej wodami.

W innej części miasta znajduje się Park Archeologiczny, do którego zdecydowanie zajrzyjcie na chwilę. Architeatr rzymski, teatr grecki i niezwykła jaskinia zwana Uchem Dionizosa uświadamiają nam, że już dawno przed nami ktoś tu był i przeżywał swoją codzienność, ale też budował, oglądał spektakle, śmiał się, kochał i tęsknił. Nie wiem jak wam, ale mi dosyć łatwo przychodzi wyobrażenie sobie życia ludzi 100, a nawet 200 lat temu, ale z dużym trudem (a właściwie wcale) mogę wyobrazić sobie życie codzienne ludzi w V wieku p.n.e! Jesli macie podobne trudności, wybierzcie się do Parku Archeologicznego.

Co ciekawe (i z czego na pewno ucieszyliby się mieszkający tu dawniej greccy osadnicy) teatr grecki wciąż działa! Nie jest wyłącznie ogrodzonym zabytkiem, ale po tylu wiekach pełni swoją dawną funkcję – każdego roku w maju i czerwcu wystawia się w nim spektakle.

Syrakuzy są pełne niezwykłych starych pałaców i domów lśniących resztkami dawnego blasku, jak np. gotycki pałac Montalto. W przypadku deszczowego popołudnia warto zajrzeć do Muzeum Lalek, Teatro Comunale, Muzeum Leonarda, czy muzeum Galleria di Palazzo Bellomo.

Noto

Z powodu licznych trzęsień ziemi i erupcji wulkanu wiele kościołów, pałaców, domów, a nawet całych sycylijskich miast było wielokrotnie doszczętnie zniszczonych i odbudowanych. Jednym z takich miast jest Noto, dziś nazywane perłą sycylijskiego baroku. Miasto zostało w 1693 roku całkowicie zniszczone przez trzęsienie ziemi i odbudowane 15 km dalej. Dzisiejsze miasto to zatem barokowe fasady złotych kościołów i przepych kamienic z balkonami pełnymi kwiatów. Przez cały pobyt wydaje mi się, że jestem na planie włoskiego filmu, a nie w rzeczywistym, prawdziwym mieście, w którym mieszkają i pracują prawdziwi ludzie.

Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy zupełnym przypadkiem, uciekając przed siarczystą ulewą, był maleńki lokalny bar San Corrado. Cała Sycylia, jak i całe Włochy pełne są tych małych niepozornych barów i kawiarni, które choć wyglądem przypominają polskie mleczaki, podają nieprzyzwoicie smaczną kawę i włoskie słodycze. Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego włoska kuchnia jest taka dobra i popularna? Czy sekret tkwi w jej demokratyczności (za dobrą kawę w turystycznym centrum miasta zapłacimy tu ok. 70 centów)? Czy może w tym, że Włosi są gastro-patriotami i kochają, podobnie jak Francuzi, swoją ojczystą kuchnię najprawdziwszą miłością?

Kontynuując kulinarny wątek, to właśnie w Noto czeka was prawdziwa sycylijska uczta. Jedną z potraw, których na pewno TRZEBA spróbować, jest pasta z pesto pistacjowym. Z dodatkiem małży i krewetek zjecie ją w małej i bezpretensjonalnej knajpce Fontana d’Ercole, która serwuje tradycyjne sycylijskie dania. Poza tym za rogiem jest druga, równie dobra, polecana przez miejscowych restauracja – Marpessa. Na deser wybierzcie się na lody do cukierni Caffe Sicilia, działającej od 1892 roku. Kolejna rzecz, dla której planuję powrót na Sycylię to kulinarna rozkosz zwana inaczej gelato con la brioche, czyli lody w słodkiej bułce. Wieczorami Sycylijczycy pochylają się nad taglieri, czyli deską serów, wędlin i oliwek. Ponadto warto zobaczyć Piazza del Municipio, uliczkę Via Nicolaci, kościół Seminario Vescovile, katedrę, czy kościół Salvatore (z pięknym widokiem, jeśli wyjdziecie na górę).

Ragusa

Jeśli znudzą was katedry i złoty barok, a przy tym jesteście wyposażeni w samochód, możecie wybrać się do Ragusy na zachód słońca.. Zdecydowanie polecam wyjechać na górę pod kościół Santa Maria delle Scale, albo Chiesa del Purgatorio i zobaczyć, jak stare kolorowe miasteczko błyszczy w promieniach zachodzącego słońca. To nie tylko atrakcja dla turystów – mieszkanców ten widok cieszy tak samo i tak samo chętnie w tym naturalnym spektaklu uczestniczą.

Marzamemi

Do tego miasteczka, dawniej portu rybackiego, zdecydowanie warto wybrać się na popołudniową wycieczkę będąc w Noto. Obiecuję wam, że to najbardziej kolorowe miejsce na świecie! Rynek otaczają z każdej strony pastelowe ściany kawiarni, a turkusowe krzesła i tysiące kwiatów o kolorach tak intensywnych, że dosłownie wszyscy* biegają i fotografują, bo takiej scenerii nie można nie upamiętnić miliardem zdjęć. Do tego dodajcie spokojną plażę, lokalne owoce morza serwowane w barach i leniwą atmosferę, którą dociąża upalna aura beztroski.

*wszyscy, czyli dosłownie kilka osób, ale nie mogę wam obiecać, że w czasie sezonu to piękne miasteczko nie zamienia się w dziki disneyland pełen turystycznej masy.

Starożytne wille

Zdecydowanie polecam wam zobaczyć Villa Romana del Casale i odradzam zobaczenie Villa del Tellaro. Druga willa jest położona przy drodze na trasie Noto – Marzamemi, ale mimo że jest darmowa, to z pewnością możecie sobie ją darować. Jedyna ciekawa sprawa to związana z nią historia o mieszkańcach okolicy, którzy po odkryciu zabytku przez wiele nocy rabowali i sprzedawali co tylko się dało. Jeśli macie wystarczająco dużo czasu, to zdecydowanie Villa Romana! Dla mnie to obietnica powrotu na Sycylię.

A oto obiecane linki, czyli to, co polecam poczytać o Sycylii:

– Agnieszka z jednego z najfajniejszych polskich blogów Zależna w podróży poleca książki, które warto przeczytać przed podróżą na Sycylię.

– kulinarny przewodnik po Palermo autorstwa Basi Stareckiej, którą pewnie znacie z WO i której nie znam osobiście, ale która w temacie podróży kulinarnych jest dla mnie autorytetem prawie takim jak moja mama.

– inspirujący sycylijski przewodnik Uli z bloga Adamant Wanderer z ogromem porad i świetnych relacji!

Jesli podobał ci się wpis i myślisz, że może się komuś przydać, będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz go innym. Dziękuję!

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close